Historia Dino

Niestety historia Dino nie ma szczęśliwego końca ...

16 lipca 2010 Dino przegrał walkę z chorobami i odszedł za Tęczowy Most. Ogromnie współczujemy właścicielkom, które do końca walczyły o jego życie. Dino był moim nauczycielem, wyzwaniem, kolejnym wspaniałym i wyjątkowym psem, jakiego spotkałam na swojej trenerskiej drodze. Płaczę po nim, jak po swoim własnym przyjacielu...

Dino to młody, kilkuletni bokser, którego rzekomy właściciel przyprowadził do uśpienia. Weterynarzowi zaświeciło się ostrzegawcze światełko, ponieważ ów właściciel nie wiedział zbyt wiele o psie, a z kolei pies nie wykazywał żadnej więzi z tym mężczyzną. Dlatego zamiast do uśpienia, Dino trafił do Fundacji Emir, a informacja o nim – do Fundacji Boksery w Potrzebie. Został dokładnie przebadany i przede wszystkim okazało się, że nie widzi – do tego doszły nieleczone zapalenie uszu i skręt głowy i tułowia w jedną stronę, związany prawdopodobnie z uszkodzonym móżdżkiem.

Jednocześnie Dino zachowywał się do obcych wspaniale – jak “nieco wyrośnięty szczeniak” – gramolił się na kolana i serwował bokserowe całuski. Przy takim charakterze ślepota wydawała się najpoważniejszą przeszkodą do stałej adopcji. Natomiast dom tymczasowy znalazł się bardzo szybko za sprawą Moniki z Warszawy i jej rodziny. A w Dino jest coś takiego, czemu nie można się oprzeć – dlatego poniekąd naturalnie dom tymczasowy stał się domem docelowym. A Monika zaczęła szukać szkoleniowca, który pomógłby im przejść przez okres adaptacyjny i problemy, na jakie napotykali.

Mam ten ogromny zaszczyt, że wybór Moniki padł właśnie na mnie.

Słuchając opisu zachowania i problemów zdrowotnych Dino wiedziałam, że nasz plan pracy po prostu musi wykroczyć poza ramy nie tylko podstawowego szkolenia, ale nawet te stworzone dla tzw. psów trudnych. Z opisu wynikało np., że na spacerach Dino kłapał pyskiem na ludzi i psy oraz że bardzo ciągnie na smyczy – a na dłuższej lince lonżuje jak koń, galopując zwykle w jedną stronę. Że bardzo niepokoją go nagłe i obce dźwięki. Na naszą korzyść przemawiało jego łakomstwo – mogłyśmy dowolnie żonglować różnorodnymi smakołykami, zależnie od stopnia trudności ćwiczenia i od pobudzenia Dino.

Powoli ułożył nam się plan.

Przede wszystkim kierowałyśmy się sugestią Dr Garncarza, że Dino stracił wzrok nie więcej niż rok wcześniej. Zdawałyśmy sobie sprawę, że w obecnej chwili pies jest cały czas całkowicie zdezorientowany a więc bardzo pobudzony. Pierwszym punktem planu musiało zatem być skupienie się na obniżeniu jego emocji i ułatwienie mu orientacji w przestrzeni. W tym celu:
- opracowana została stała i niezmienna trasa spacerowa;
- właścicielki zostały wyposażone w pasterski dzwonek, dzięki któremu Dino zawsze wiedział, w którym punkcie względem niego są usytuowane – i wracał bezbłędnie, choć chwiejnie; poprzednie galopady kończyły się całkowitym obwiązaniem ludzkich nóg linką – dopiero opierając się na nogach uspokajał się;
- czas zajęć podzieliłyśmy na powtarzalne cykle: praca / luźne bieganie. Sesje “pracy” początkowo były bardzo krótkie, potem ulegały stopniowemu wydłużeniu. Tutaj też wprowadziłyśmy kliker i smakołyki – początkowo tylko za prawidłową reakcję na cmoknięcie – nagradzane było każde odwrócenie głowy w stronę cmokającego. To był nasz punkt wyjścia do dalszej pracy – czyli do nauki podstawowego posłuszeństwa. Nam wszystkim, którzy mamy zdrowe psy, ciężko zrozumieć, jakim problemem staje się dla psa polecenie “siad”, kiedy nie widzi, gdzie i w co siada… Ale udało się :-)

Znając ograniczenia zdrowotne Dino bardzo pilnowałyśmy momentów, w których był zmęczony. Chciałyśmy nauczyć go zasad świata, który nagle się zmienił, jednak nie za cenę niepotrzebnego stresu. Dlatego bardzo często – zwłaszcza po wyjątkowo trudnym dla niego ćwiczeniu – dawałyśmy mu swobodę w bieganiu (na lince). Pilnowałyśmy przy tym, aby często przywoływać go do siebie i nagradzać – w ten sposób oprócz klasycznego wzmocnienia przywołania uczyłyśmy go nawyku podbiegania i sprawdzania, gdzie są właścicielki.

Kiedy wszystkie te elementy Dino wykonywał bez problemów, do naszego programu dołożyłyśmy kolejne istotne punkty:
- chodzenie na luźnej smyczy;
- umiejętność relaksowania się;
- rozszerzenie nauki na nowe sytuacje, miejsca i ludzi.

Dino szybko udowodnił nam, że w przypadku niewidomego psa nie ma pewników. Tak proste ćwiczenie, jak chodzenie na luźnej smyczy, okazało się niewykonalne z podstawowej przyczyny – to Dino potrzebował ciągłego naprężenia linki, aby czuć się bezpiecznie i w stałym kontakcie z człowiekiem. Jedyne, co należało w tej sytuacji zrobić, to nauczyć go, aby nie urywał rąk osobie na drugim końcu smyczy. Bardzo szybko okazało się, że Dino bez problemu chodzi na “silky leash”, czyli na leciutko napiętej smyczy – a uczenie go słów w rodzaju “prawo”, “lewo”, “biegamy”, “idziemy”, “uwaga” pomogło mu zrozumieć, czego od niego w danym momencie oczekiwałyśmy. Na tym właśnie etapie uświadomiłam sobie, jak bardzo widzące psy “czytają” nasze ruchy i reagują nawet na najmniejszy skręt ciała czy zmianę tempa – bezradna postawa Dino była aż nadto wymownym dowodem na moment, w którym zapominałyśmy powiedzieć, czego od niego oczekujemy.

Bardzo istotnym elementem naszej pracy było nauczenie Dino relaksowania się. W każdym planie szkoleniowym zawieram nauczenie właścicieli, że dla psa najtrudniejsze sztuczki nie są tak trudne – a jednocześnie tak istotne – jak właśnie nauka “nicnierobienia”. W przypadku Dino było to szczególnie istotne, ponieważ mnogość dźwięków i zapachów bez możliwości zobaczenia ich źródła bardzo go pobudzała, a często też niepokoiła. A z drugiej strony nie mogłyśmy przecież pozbawiać go możliwości poznawania świata w taki sposób, jaki jeszcze był mu dostępny. Kluczem było takie pozwalanie mu na eksplorację otoczenia, gdzie bardzo pobudzające rzeczy znajdowały się dostatecznie daleko, aby w dowolnym momencie udało się go przywołać, pozwalając mu w nagrodę wrócić do węszenia i nasłuchiwania. Dystans od tych pobudzających rzeczy, ludzi i psów zmniejszałyśmy niespiesznie, za to konsekwentnie. Byłam niezwykle dumna, kiedy w końcu usiedliśmy wszyscy na przystanku autobusowym, a Dino całkowicie zrelaksowany wgramolił się na ławkę obok nas :-)

Jeśli spytacie, ile odbyliśmy spotkań, pewnie ciężko będzie uwierzyć, że tylko osiem !

Zamieszczony opis nie wyczerpuje wszystkich aspektów naszej pracy. Wielu elementów nie zdążyłyśmy zrealizować, ponieważ Dino od pewnego czasu ma poważne problemy zdrowotne. Ale jego historia jest dowodem na to, iż niewidomy pies nie oznacza kłopotów. Jest tak samo zdolnym do ćwiczeń psem, któremu trzeba pomóc poznać otaczający go świat w sposób dla niego dostępny i zrozumiały. Mam nadzieję, że jeśli stoicie wobec decyzji “adoptować czy nie”, dzięki naszej pracy decyzja ta stanie się łatwiejsza.

Marta Kurpińska

Czy wiesz, że...

Uczenie starszych psów różnych sztuczek pomaga im zachować sprawny umysł do późnej starości. To nie prawda, że starszych piesków nie da się już nic nauczyć.

Rzetelna Firma